h1

[Archiwum] Odkrywam Prawdę o sobie

21 luty 2009

Znajdując się w stanie permanentnego moralnego niepokoju i zagubienia, postanowiłem zasięgnąć rady gwiazd. Wczytałem się w pradawną wiedzę Horoskopu i poznałem swoją prawdziwą naturę Skorpiona.

Tajemniczy, mistyczny, pełen zmiennych emocji i pasji… Mam mnóstwo energii i pomysłów, jestem ambitny i dobry ze mnie przywódca. Poczułem, jak rozpiera mnie euforia. Jaki ja jestem wspaniały! Niestety, mam też swoją mroczną stronę: jadowity i agresywny, podstępny i pokrętny, zazdrosny i chciwy. Mówiąc prościej: zimny, fałszywy skur… Niedobrze, ale czytajmy dalej… Okazuje się, że jestem seksbombą!

Tyle lat nieśmiałości względem płci pięknej, a teraz dowiaduję się, że one tylko czekają, by paść do moich stóp! Moje hipnotyczne spojrzenie jedynie czeka, by uwolnić się ze szklanego więzienia okularów i ruszyć na podryw!

Odkrywam, że Prawda nie jest ani „święta”, ani „też”
Postanowiłem pójść do szkoły jako nowy, odmieniony człowiek. Pierwsza rzecz to ubiór: obcisły, czarny podkoszulek, który będzie eksponować moją muskulaturę. Przejrzałem się w lustrze i z niepokojem stwierdziłem, że mięśnie owszem mam, ale zsunęły mi się z klaty na brzuch. Nieważne… Do szkoły wkroczyłem jak na Skorpiona przystało: pewnym a jednocześnie tajemniczy krokiem. Byłem już na schodach, gdy usłyszałem równie pewne jak mój krok: Gdzie identyfikator? Machnąłem nim nonszalancko i ruszyłem dalej. Na lekcjach starałem się zachować ironiczny uśmiech i chłodne opanowanie. Trudno było, bo kolega szeptał do ucha świńskie kawały, ale skarciłem go moim władczym wzrokiem. Zapytał, co mi się dzieje z oczyma, że tak śmiesznie patrzę i umilkł strapiony.

Wszystko poszło prawie jak w horoskopie. Na przerwie ruszyłem na seksualne łowy. Ze stada licealistek wyłuskałem przysłowiową najsłabszą sztukę i zacząłem niedyskretnie się jej przyglądać swym hipnotycznym spojrzeniem. Upatrzona samiczka zareagowała na to krótkim „spadaj” i przywołała swojego samca… Uznałem, że najwyraźniej brak mi wprawy i trzeba zacząć od starych koleżanek. Nie wiedzieć czemu, wszystkie przypomniały sobie o niezapowiedzianych kartkówkach i znikały pospiesznie. Moja wiara w gwiazdy zachwiała się w swoich niebieskich firmamentach, lecz postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę: moje domniemane zdolności przywódcze. Świetnie się składało, bo akurat przytrafiła się praca w grupie. Istotnie, koledzy słuchali pokornie i potakiwali mi niczym Stalinowi. Z łatwością forsowałem każdy pomysł i upajałem się poczuciem władzy. Złudzenia… Jak kubeł zimnej wody podziałało szeptem wypowiedziane: Lubię pracę w grupach, bo jeden robi, a reszta się leni.

Opanowałem się z trudem – jak przystało na Skorpiona. Po lekcjach wróciłem do domu, nie pożegnawszy się z nikim. Nienawidziłem całego świata. Chciałem go ukąsić i zranić boleśnie tak, jak na to zasługuje. Snułem już plany wyrafinowanej zemsty, gdy pojąłem, że po raz pierwszy Zodiak mówi prawdę: niczym Skorpion jestem mściwy i obłudny.

Odkrywam taką prawdę, że nie znam Prawdy
Dopiero wieczorem skończyłem wycinać horoskopy z gazet. Rozpaliłem z tych wycinków małe ognisko i powiedziałem sobie: nigdy więcej. Nazajutrz ubrany w stare obwisłe bluzy śmiałem się z głupich kawałów i nudziłem koleżanki, które nie przypominały sobie o kartkówkach. Egzystencjalna niepewność pozostała, ale może to i lepiej? Gdybym w pełni poznał przyszłość i samego siebie, życie byłoby nudne. A tak, chyba nadal jest nudne, ale można się łudzić, że ma się na nie jakiś wpływ. W celach terapeutycznych opracowałem również swój własny znak Zodiaku: znak Osła. I wiecie co? Wszystko się w nim zgadza!

Zbyszek Przybyłka

2 komentarzy

  1. Hmmm…podnieciłeś mnie


  2. Cześc. Też jestem skorpionicą i czytałam te wszystkie bzdety dotyczące ludzi spod znaku skorpiona. Sczerze się uśmiałam czytając Twoje mizerne `zeskorpionowanie` :D .



Dodaj komentarz