h1

Woli uczyć

23 czerwiec 2007

Choć na mocy prawa jest dyrektorem do końca sierpnia, już wczoraj pożegnał się z uczniami. Były kwiaty, spontanicznie “Sto lat”, gromkie brawa i szczere wzruszenie. Przypomnijmy sobie najciekawsze fragmenty wywiadu z dyrektorem Piotrem Rosiakiem.

OSA: Woli pan dyrektora Rosiaka czy profesora Rosiaka?
Piotr Rosiak: Wolę uczyć. Gdybym miał wybierać, wybrałbym z pewnością profesora Rosiaka. Dla mnie praca w szkole jest dlatego tak ciekawa, bo każda lekcja jest inna. Nawet jeśli zrobię ten sam temat 100 razy w ciągu dwudziestu lat pracy, tutaj nic się nie powtarza. Ja jestem za każdym razem taki sam, ale „druga strona” jest zawsze inna – inni są uczniowie i inna atmosfera. Dlatego nie jest możliwe zaplanowanie wszystkiego, co na lekcji może się wydarzyć. Nie mówiąc już o zrealizowaniu tego planu. To właśnie sytuacja kontaktu interpersonalnego jest najbardziej ciekawa i motywująca w tej pracy. Suche przedstawienie faktów niczego was nie nauczy.

Teraz załóżmy, że jeszcze nie jest pan profesorem. Jest pan maturzystą, który dziś musi podjąć decyzje dotyczące swojej przyszłości. Czy dzisiaj – znając realia wykonywania zawodu nauczyciela – dokonałby pan takiego samego wyboru, zdecydowałby się pan na kiepsko płatną pracę, a do tego społecznie „średnio” szanowaną?
- Cóż, jak byłem maturzystą mówiłem sobie (zresztą jak większość ludzi w tym wieku), że nie ma mowy, żebym został nauczycielem, że absolutnie nie będę uczył w szkole. Do pracy z młodzieżą przekonałem się po czwartym roku studiów. Decyzja przyszła wraz z rozpoczęciem praktyk w szkole podstawowej i w liceum.

Jednak musi pan przyznać, że mężczyzna – nauczyciel to jednak w dalszym ciągu ewenement. Jak się pracuje dżentelmenowi w tak sfeminizowanym zawodzie?
- Zawsze byłem zdania, że aby szkoła mogła dobrze funkcjonować, powinno w niej pracować przynajmniej 50% mężczyzn. W domu mamy mamę i ojca, w szkole powinno być tak samo. Istnieją problemy, o których łatwiej porozmawiać młodemu człowiekowi z nauczycielem-mężczyną, i takie, o których rozmowa łatwiejsza wydaje się z nauczycielką. Moim zdaniem feminizacja tego zawodu to bardzo poważny problem.

Mężczyźni cieszą się u Pana jakimiś preferencjami podczas postępowania rekrutacyjnego do pracy?
- Nie. Preferencją jest to, co kandydat starający się o pracę potrafi. Natomiast nie ukrywam, że jeśli dostanę dwa „takie same” listy motywacyjne – od mężczyzny i od kobiety – jestem skłonny wybrać mężczyznę. Wracając do początku naszej rozmowy – to także jedna ze spraw, która mi się w tej szkole udała. Kiedy rozpoczynałem kadencję oprócz mnie w tej szkole uczył tylko jeden mężczyzna (prof. Pielot – przyp. red.), w tej chwili nauczycieli mamy więcej.

Panie dyrektorze, zbliża się okres rekrutacji do szkół średnich. Możliwe, że ten numer „Osy” trafi także do rąk gimnazjalistów. Jaką szkołę im pan poleci i dlaczego to jest Norwid?
- Nigdy nie usiłowałem nikomu wmówić, że jedynym wyborem jest Norwid…

Oczywiście, ale obaj wiemy, że jest bardzo dobrym wyborem.
- W każdej szkole można się przygotować do matury. Trzeba chcieć. Ale dlaczego jednak Norwid? Cóż, wydaje mi się, że przede wszystkim ze względu na specyficzną atmosferę tej szkoły. Tutaj kontakt między nauczycielem a uczniem jest po prostu „ludzki”. Nie jest problemem zarówno rozmowa na temat klasówki jaki i na o sprawach niezwiązanych ze szkołą. Dystans między jedną a drugą stroną został zredukowany do minimum. Jest to relacja oparta na szacunku.

Rozmawiał Tomek Leśniak
Zdjęcie: Marietta Stefaniak
Pełny tekst wywiadu ukazał się w Osie z maja 2007.

Skomentuj